Poranek obudził się i leniwie przeciągnął. Otworzył oczy i usiadł na łóżku. Niepewnie dotknął głowy. Wstał i z powrotem szybko usiadł na łóżku.
– Znowu balowałeś w nocy? – zapytał Świt, podając mu kawę.
– Nie. Wcześnie się położyłem. Miałem jakieś sny. Coś latało mi po głowie. Nie mogę sobie przypomnieć. Męczące to było.
– Jak ważne, to się przypomni. Na razie puszczę ci relaksację.
– Dobrze – niepewnie odpowiedział Poranek.
Wypił łyk kawy i trzymając się ścian dotarł do łazienki.
Odkręcił kurek, a gdy woda zaczęła napływać do wanny, usłyszał dźwięki relaksacji.
Z wdzięcznością pomyślał o Świcie – „On zawsze o wszystkim pamięta. Ideał chodzący”. Zaraz pojawiła się kolejna myśl – „Nieważne, wskakuję do wanny”.
Z rozkoszą zanurzył się w ciepłej wodzie, namydlił, wyszorował…
– Miłego dnia – krzyknął Świt – śniadanie masz w kuchni. Ja już wychodzę.
– OK! – odpowiedział Poranek
Leżał leniwie w wannie pełnej ciepłej wody, słuchał relaksacji i czuł, jak ciało zaczyna się rozluźniać, a myśli układać. Prawie zobaczył, jak przejaśnia mu się w głowie.
– Jeszcze wczesny ranek. Dużo zdążę zrobić – pomyślał z satysfakcją.
Zanurzył się głębiej w ciepłej wodzie i zaczął układać plan dzisiejszych zajęć.
Po chwili, radosny i rozluźniony, wyszedł z wanny. Ubrał się, zjadł śniadanie i wziął się do roboty.
Autor: Ewa Damentka