Rozległa pustynia, z wielkimi piaszczystymi wydmami, przybrała głęboką żółto-pomarańczową barwę. Na tle błękitnego nieba wyraźnie odcinała się sylwetka wielbłąda, który dreptał powoli. Szedł na końcu karawany i było mu z tym bardzo dobrze. Pamiętał, by mieć w zasięgu wzroku kolegę, który szedł przed nim. Tak trzeba było, by się nie zgubić. Ostatni wielbłąd nigdy nie chciał być pierwszym. Dobrze czuł się, jako zamykający stado. Pewnego razu jednak uzmysłowił sobie, że pierwszy wielbłąd wraz z jeźdźcem wyznaczają drogę i są tymi, na których wszystkie zwierzęta patrzą.
Autor: Adam