Mróz malował lodowe kwiaty na szybach. Zaczynał delikatnym rysunkiem. Potem ornamenty stawały się coraz bardziej ozdobne i wkrótce wypełniały całe okno. Jeśli chuchnęło się na szybę, tworzyło się okrągłe jeziorko, mała dziurka, przez którą można wyjrzeć na zewnątrz, gdzie mróz kontynuował rozbielanie świata, malowanie świata. Czyjego? Naszego świata, ich świata, wspólnego świata może? Więc też weźmy niewidzialne pędzle i pomalujmy świat… „na żółto i na niebiesko” i na kolorowo! Bez zbędnych podtekstów, bo komu i czemu mają one służyć?
Autor: Ewa Majewska