Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach.
Była strasznie poważna i dostojna w ruchach. Cała okryta długim czarnym płaszczem z kapturem. Ktoś zrobił jej pewnego dnia psikusa i puścił kolorowe bańki w miejscu, gdzie zwykle przechadzała się samotnie.
Zaskoczona, wybita z rytmu, zdziwiona, rozbawiona, zrzuciła kaptur, rozpięła płaszcz i zaczęła śmiać się głośno, tak jak dawniej.
Autor: Ewa Majewska