Drewniana łódka lekko kołysała się unoszona przypływem. Poziom wody szybko się podnosił i wkrótce Kordelia Fitzgerald poczuła, że oto jej życie było zagrożone bardziej, niż w trakcie polowania na tygrysy. Nie była wprawdzie nigdy na safari, ale mogła sobie doskonale wyobrazić, jak bardzo zagrożona musi się czuć panienka na polowaniu. Zawołała na pomoc, ale odpowiedziało jej tylko echo własnego poetycznego głosu, który jednak nie miał żadnego wpływu na umiejętności pływackie Kordelii. Jej jedwabiste pantofelki były już kompletnie przemoczone, szal opadł z ramion na dno przemakającej łódeczki i zmieniał barwę z bzowej na ciemny żałobny fiolet. Kordelia Fitzgerald porzuciła ostatecznie swą romantyczną wizję odegrania roli Damy z Shalott i krzyczała wniebogłosy. Nie wiedziała tylko, że przed dziobem jej łodzi znajduje się potężne spiętrzenie wody, którego drewniana łódeczka nie przeżyje. Bajecznie kasztanowate loki Kordelii Fitzgerald szybko zaszumiały razem z mieniącym się kolorami nurtem wodospadu. Tylko echo jej poruszającego wołania niosło się jeszcze wśród głuchych skał. (Och, Diano, czy to nie wzruszająca historia? – zachlipała Ania, odkładając notes.)
Autor: Justyna Czekała