Drewniana łódka – 26

Drewniana łódka lekko kołysała się unoszona przypływem. Poziom wody szybko się podnosił i wkrótce zaczęło mocniej wiać i padać. Coraz więcej białych grzyw spychało intruzów, ośmielających się wkroczyć na ich terytorium, uderzając o kadłub łodzi i wprowadzając go w duże przechyły. Załoga, milcząc, w skupieniu wykonywała swoje obowiązki.. Fale coraz częściej zalewały pokład. Lżejszy już strach stopniowo ustępował miejsca coraz większej koncentracji w dopasowaniu się do nowych warunków i wyłapywaniu poziomu przy sterze. Ważna była już tylko busola, linia horyzontu i utrzymanie wyznaczonego kursu. Wtedy bezmiar groźnych, rozjuszonych fal zamienił się w nierówności terenu na szerokiej bezgranicznej drodze, którą należało pokonać uskrzydlonym, wzbijającym się wysoko raz po raz „rydwanem”, którego dziób z coraz większą zwinnością pokonywał białe grzywy atakujących go fal. Po jakimś czasie przestał już być intruzem. Kurs został utrzymany. Fale zelżały, ręce mogły odpocząć. JESTEŚMY JEDNOŚCIĄ…

Autor: Ewa Majewska