Harfistka delikatnie trącała palcami struny swojego instrumentu. Jego słodki, kojący dźwięk wypełniał całe pomieszczenie. Dobiegał również do tarasu skąpanego w promieniach popołudniowego słońca, delikatnie wyrywając z drzemki właściciela osiemdziesięciu kilku kilogramów rosłego ciała. Wolnym, kowbojskim krokiem zszedł dwa piętra w dół i zajął miejsce naprzeciwko harfistki. Ta, choć przez chwilę lekko zmieszana, grała, nie przerywając, dalej. To była już ostatnia próba przed jej pierwszym ważnym koncertem. A naprzeciwko niej siedział pierwszy, wierny i oczarowany słuchacz. Trzeba więc było zagrać bez pomyłki wszystkie zaplanowane utwory i JUŻ!
Autor: Ewa Majewska