Światła latarni odbijały się w kałużach i drobniutkich kropelkach deszczu. Mżawkowy pył skrzył się i mienił wszystkimi kolorami tęczy. Tęcza ta nabierała jeszcze kolorów i rosła, rosła, aż napełniła sobą niemal połowę ulicy. Fasady sklepów mieniły się teraz fioletowo-granatowo-różowymi barwami i z daleka przypominały nowoczesne neony. Białe pasy na przejściu dla pieszych nasycone zostały odcieniami pomarańczowo-żółtymi. Tęcza odbijała się też na ubraniach przechodniów i ich czarne, wielkie parasole zamieniała na tęczowe. Ktoś zaczął nucić piosenkę. Po chwili przejęły ją inne osoby i cała ulica śpiewała radośnie: „Więc chodź, pomaluj mój świat na żółto i na niebiesko”… I tak ta chwila trwała, aż wiatr zmienił układ chmur, które przyćmiły słońce i zabrały TĘCZĘ.
Autor: Ewa Majewska