Harfistka delikatnie – 25

Harfistka delikatnie trącała palcami struny swojego instrumentu. Jego słodki, kojący dźwięk wypełniał całe pomieszczenie. Dobiegał również uszu bardzo zagniewanego człowieka. Pan ten nigdy nie wybaczał. Rejestrował każdą prawdziwą lub domniemaną krzywdę, jaką mu wyrządzono i odpłacał pięknym za nadobne. Pilnował swojej złości, zaciętości i swojego gniewu, jak największych skarbów. Bo też one od lat wyznaczały kierunek jego życia, stanowiły jego sens.

Dźwięki harfy dobiegały zza ściany. „Widać nowa sąsiadka jest muzykiem” – pomyślał. Zaintrygowany rozsiadł się wygodnie w fotelu i zaczął słuchać. Dźwięki harfy były dla niego czymś nowym i dziwnym…

W pewnym momencie bardzo zaczęło boleć go serce, a jednocześnie jakiś żal mocno ściskał za gardło. Mężczyzna chciał krzyknąć, żeby sąsiadka przestała grać, ale nie potrafił wydać z siebie dźwięku. Nie mógł również ruszyć się, żeby wstać z fotela. Łzy płynęły mu po policzkach. Ból serca i ścisk w gardle nasilały się. Po długim czasie zelżały, a po jeszcze dłuższym puściły. Po policzkach dalej płynęły łzy, ale teraz były to łzy wzruszenia.

Mężczyzna wyciągnął notes, w którym były przekreślone, ale nadal czytelne, numery telefonów jego byłych przyjaciół. Pierwszy raz dopuścił do siebie myśl, że może warto którąś z tych znajomości odnowić…

Autor: Brzozowa Bajdulka

Nitki babiego lata – 50

Nitki babiego lata snuły się w ciepłym, sierpniowym powietrzu. Zapach nagrzanej ziemi mieszał się z wonią kwiatów i wilgocią napływającą znad pobliskiej rzeczki. Poranny powiew muskał twarz wędrowca. Z każdą chwilą było jednak coraz cieplej. Dawało się to odczuć, jak tylko słońce wychodziło zza chmur. Nitki babiego lata były poplątane na pałkach wodnych. Przyglądając się roślinom, można było zauważyć owady, które funkcjonowały w swoim świecie i robiły to, co do nich należy.

Autor: Adam

Harfistka delikatnie – 24

Harfistka delikatnie trącała palcami struny swojego instrumentu. Jego słodki, kojący dźwięk wypełniał całe pomieszczenie. Dobiegał również do uszu komornika, który właśnie stanął za drzwiami, z pełnym upoważnieniem do wykonywania swoich działań egzekucyjnych. Zapukał kilka razy. Odczekał. Zadzwonił, ale nikt nie otwierał. Nacisnął na klamkę – mieszkanie było otwarte. Wszedł, szybko omiótł wzrokiem całe wnętrze. Nie było już żadnych rzeczy do zajęcia. Mieszkanie było niemal puste. Pod ścianą przy oknie, w fotelu, siedziała tylko piękna kobieta z harfą, przesłoną na oczach i psem-opiekunem u jej stóp.

Nie przerywając jej gry, cichutko wycofał się na korytarz.

Autor: Ewa Majewska