Nitki babiego lata – 57

Nitki babiego lata snuły się w ciepłym, sierpniowym powietrzu. Zapach nagrzanej ziemi mieszał się z wonią kwiatów i wilgocią napływającą znad pobliskiej rzeczki. Wszystkie wirtualne portale wymiany informacji były zablokowane na najbliższe trzy dni, nawet stary dobry telefon leżał wyłączony w szufladzie. Zapowiadał się niczym niezmącony relaks na łonie natury.

Autor: Justyna Czekała

W samo południe – 6

W samo południe, na rozgrzanym piasku pustyni leżała kostka lodu. W promieniach palącego słońca wyglądała jak iskrzący się, wyjątkowy diament. Większość ludzi uważa pewnie, że to niemożliwe. Kostka lodu na szczęście o tym nie wiedziała i cieszyła się swoim istnieniem. Co więcej, wkrótce cieszyła się – i nadal się cieszy – również towarzystwem innych kostek lodu, które, ośmielone jej przykładem, także postanowiły zamieszkać na pustyni. Nie interesuje ich, czy ktokolwiek wierzy w ich istnienie, ani czy daje im prawo do istnienia w tak niezwykłych warunkach. Po prostu są i już…

dla Ciebie napisała Ewa Damentka

Nitki babiego lata – 56

Nitki babiego lata snuły się w ciepłym, sierpniowym powietrzu. Zapach nagrzanej ziemi mieszał się z wonią kwiatów i wilgocią napływającą znad pobliskiej rzeczki. Dodatkową przyjemnością, czy też doznaniem, mogło być poruszanie się w kaloszach po podmokłym brzegu rzeki. Teren przepiękny z wszelkimi atutami takiego krajobrazu. Buty jakby przyklejały się do podłoża. To powodowało, że człowiek szedł wolno i mógł do woli obserwować otoczenie.

Autor: Adam

Nitki babiego lata – 55

Nitki babiego lata snuły się w ciepłym, sierpniowym powietrzu. Zapach nagrzanej ziemi mieszał się z wonią kwiatów i wilgocią napływającą znad pobliskiej rzeczki, gdzie chłopak w umorusanych dżinsach, nie zważając na skwar, z determinacją szorował sprzęty, które wyjmował z wózka pełnego staroci. Potem rozkładał je na trawie do wyschnięcia. Obok leżały przygotowane narzędzia do dalszych prac. Młodzieniec już z oddali przykuł uwagę spacerowicza w słomkowej fedorze, który szedł niespiesznie brzegiem rzeki. Zajęty pracą chłopak nie zwracał na niego uwagi, ale gdyby przyjrzał się twarzy przechodnia, dostrzegłby w niej nagłe olśnienie i uśmiech człowieka zdecydowanego zrobić coś bezinteresownego. Spacerowicz podszedł bliżej i przemówił…

Autor: Justyna Czekała

W samo południe – 4

W samo południe, na rozgrzanym piasku pustyni leżała kostka lodu. W promieniach palącego słońca wyglądała jak iskrzący się, wyjątkowy diament. Właściwie to nie powinno jej być. Skoro jednak ktoś ten fakt zauważył, warto się nad tym pochylić – czy zastanowiwszy się, kto to powiedział, czy też uznawszy taki fakt za możliwy lub nie.

Bardzo ciekawe są zjawiska opisane czy wyliczane przez matematykę i fizykę, ale nie istniejące jeszcze w rzeczywistości. Radosne jest, gdy owo zjawisko zostanie poświadczone doświadczalnie. Często jednak nakłady lub efekt czasowy są tak ogromne, że nigdy w życiu nie doczekamy się pewnych potwierdzeń.

dla Ciebie napisał Adam

Nitki babiego lata – 54

Nitki babiego lata snuły się w ciepłym, sierpniowym powietrzu. Zapach nagrzanej ziemi mieszał się z wonią kwiatów i wilgocią napływającą znad pobliskiej rzeczki… Zielona żabka, która zapobiegliwie ukryła się w trawie rosnącej przy strumyku, jednym zgrabnym susem skoczyła do wody i zaczęła się taplać w strumykowych odmętach.

Autor: Jęczyduszka

W samo południe – 3

W samo południe, na rozgrzanym piasku pustyni leżała kostka lodu. W promieniach palącego słońca wyglądała jak iskrzący się, wyjątkowy diament o dość pokaźnych wymiarach. Musiał wypaść z torby jednego z bardziej zapobiegliwych turystów powracających przed chwilą z karawany, o wschodzie słońca. Jak widać chyba pustynia zignorowała jego przejawy zapobiegliwości i sprawiła mu psikusa…

Autor: Ewa Majewska

Nitki babiego lata – 53

Nitki babiego lata snuły się w ciepłym, sierpniowym powietrzu. Zapach nagrzanej ziemi mieszał się z wonią kwiatów i wilgocią napływającą znad pobliskiej rzeczki, a na przeciwnym jej brzegu mieniła się w słońcu polana dorodnych rydzów. Chłopiec podrapał się po głowie i pobiegł do szopy po sznurek.

Autor: Justyna Czekała