Księżyc wyszedł zza chmur – 42

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach. Co ją sprowadzało w to miejsce o tej samej porze? Może urok tego zamczyska, a może tęsknota za czymś lub za kimś, co związane było z tym miejscem?

Widać, dążenie do zaspokojenia tej potrzeby było tak silne, że postać co noc prześlizgiwała się przez systemy zabezpieczające zamek-muzeum i pozostawała niezauważana przez czujne oko kamer.

Autor: Anna-Maria

Przydrożny kamień – 8

Przydrożny kamień przestał liczyć czas. Przestał również rejestrować mijające go konie, wozy, samochody i inne pojazdy… Jeszcze wcześniej przestał zwracać uwagę na przechodzących drogą wędrowców. Ludzie tak szybko przemijają…

Robił jednak wyjątek dla tych, którzy przysiadali na nim, by odpocząć przed dalszą podróżą. Wtedy działy się magiczne rzeczy. Ludzie odkrywali nowe pomysły, zaczynali myśleć o rzeczach, których wcześniej nie brali pod uwagę. Na przykład, człowiek, który usiadł na kamieniu w czerwcu, odkrył, że przyroda jest zbyt piękna i rozległa, by z nią walczyć.

Inny człowiek odkrył, że przychodząc tutaj ze swoimi wnukami, da im możliwość czerpania z tej mądrej energii kamienia.

Faktycznie, wydaje się roztropne, zrobić dużo dobra większej ilości osób przy niezmienionym wysiłku.

Autor: Adam

Przydrożny kamień – 7

Przydrożny kamień przestał liczyć czas. Przestał również rejestrować mijające go konie, wozy, samochody i inne pojazdy… Jeszcze wcześniej przestał zwracać uwagę na przechodzących drogą wędrowców. Ludzie tak szybko przemijają…

Robił jednak wyjątek dla tych, którzy przysiadali na nim, by odpocząć przed dalszą podróżą. Wtedy wsłuchiwał się w ich tętno i czuł to, co czują ci wędrowcy. Bardzo to lubił. Tyle różnych historii i wspaniałych przeżyć. Od siebie dawał im siłę. Nie wiedzieli o tym, ale zauważali, że kiedy ruszali w dalszą drogę, czuli się wspaniale. Kamień również był szczęśliwy. Kto by pomyślał, że to w ogóle jest możliwe? Taka właśnie historia.

Autor: Wędrowny Grajek

Księżyc wyszedł zza chmur – 41

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach. O północy pojawiła się tu pierwszy raz. Zwykle spacerowała po porannej kawie lub w czasie, gdy przebywali u niej goście. Tej nocy jednak nie mogła jeszcze zasnąć, a korzystając z ciepłego wieczoru i naturalnego światła księżyca postanowiła się przewietrzyć. Nie było w tym nic nienaturalnego.

Autor: Ewa Majewska

Przydrożny kamień – 6

Przydrożny kamień przestał liczyć czas. Przestał również rejestrować mijające go konie, wozy, samochody i inne pojazdy… Jeszcze wcześniej przestał zwracać uwagę na przechodzących drogą wędrowców. Ludzie tak szybko przemijają…

Robił jednak wyjątek dla tych, którzy przysiadali na nim, by odpocząć przed dalszą podróżą. Wtedy podskakiwał lekko. Nie chciał pozwolić, by w błogim odpoczynku nabrali w siebie spokoju, odzyskali siły.

Był to bowiem zaklęty mnich. Przemierzał ongiś drogi, aby w miastach i siołach głosić płomienne nauki. Za swą niezłomność, za brak zrozumienia dla ludzkich słabości i chęci poszukiwania, skazany został na bezruch i niespokojne trwanie.

Miał tak być zastygnięty do czasu, aż przyjdzie doń ktoś, kto się nie zachowa typowo, czyli nie ucieknie, tylko zainteresuje się kamieniem.

dla Ciebie napisał Motyl

Poranek obudził się – 30

Poranek obudził się i leniwie przeciągnął. Otworzył oczy i przez otwarte drzwi swojego pokoju zobaczył salon i ślady wczorajszej zabawy. Stosy brudnych talerzy, brudne szklanki i kieliszki, resztki jedzenia. Widział też gości, którzy leżeli na kanapach, na podłodze lub kiwali się na krzesłach. Noc siedziała w fotelu z opaską na oczach i jęczała. Świt przykładał jej mokry kompres na czoło i podawał gorącą, mocną herbatę. Wieczór jęknął i próbował się przekręcić z boku na bok. Nagle krzyknął z bólu i złapał się za brzuch. „Ja muszę do łazienki” – jęczał.

Świt posłał Porankowi błagalne spojrzenie. Poranek zrozumiał, szybko wstał z łóżka i zaopiekował się Wieczorem. Z niesmakiem patrzył, jak ten wymiotował, zwracając wczorajszą kolację. Wlał gorącą wodę do wanny i pomógł Wieczorowi wykąpać się. Wytarł go, założył mu szlafrok i zaprowadził do sypialni. Wrócił do salonu i bezradnie popatrzył na gości. Niektórzy spali twardo, inni pojękiwali przez sen.

– Zostaw ich – powiedział Świt – obudzą się i pójdą sobie.

Rozległ się dzwonek do drzwi. Poranek otworzył je i zobaczył Przedpołudnie, które uśmiechnęło się do niego promiennie i powiedziało:

-Jestem wcześniej, mam przeczucie, że się przydam.

Świt nadal pielęgnował cierpiącą Noc, a Poranek z Przedpołudniem wzięli się za sprzątanie. Pomagało im Południe. Goście stopniowo budzili się i wracali do swoich domów.

Gdy przyszło Popołudnie, cały dom lśnił czystością. Zmęczona Noc powędrowała swoją drogą. Wieczór jeszcze spał, a wyczerpany Świt położył się na wolnym łóżku i też zasnął. Poranek marzył o tym, by pójść jego śladem. Przedpołudnie i Południe też były zmęczone.

Popołudnie popatrzyło na nich bystrym okiem. Otworzyło barek i zapytało:

– Może drinka na dobre samopoczucie?

Poranek przypomniał sobie poranny widok i głośno powiedział:

– Nie, dziękuję.

Przedpołudnie i Południe również odmówiły.

– Jak chcecie – Popołudnie wzruszyło ramionami i nalało sobie alkohol. Wypiło jednym duszkiem i znowu sięgnęło po butelkę.

– Nie rób tego – warknął Poranek.

– O co ci chodzi? – zapytało zdziwione Popołudnie.

– Nie rób tego więcej – powtórzył Poranek, a widząc, że Popołudnie nalewa sobie drugiego drinka, ponownie ostrzegł – nie rób tego więcej, albo samo będziesz sprzątać po sobie.

Popołudnie zdziwione rozejrzało się po mieszkaniu.

– Jest czysto, o co ci chodzi?

Poranek poczuł, że roznosi go wściekłość, zacisnął pięści i starał się opanować. Popołudnie popatrzyło na niego jak na wariata.

– Poranek ma rację – powiedziało Przedpołudnie i dodało – Ty masz zabawę. Wieczór i Noc chorują, a my z Porankiem sprzątamy. Jeśli nadal będziesz pić, to przestaniemy sprzątać i będziesz siedzieć w brudzie i wymiocinach Wieczoru i twoich gości.

– Zobaczymy – ze złością powiedziało Popołudnie i szybko wypiło drugiego drinka.

Popatrzyło triumfująco po zebranych i zapytało drwiącym tonem – I co mi zrobicie?

– Dotrzymamy obietnicy – spokojnie powiedział Poranek. A Przedpołudnie i Południe przytaknęły.

Zostawili Popołudnie i poszli odpocząć. Popołudnie, porządnie rozzłoszczone, kopnęło najbliższe krzesło i sięgnęło po butelkę. Nalało sobie trzeciego drinka. Usiadło w fotelu, kieliszek trzymało w dłoniach. „Chyba się napiję” – pomyślało…

Poranek, zasypiając, zastanowił się, jak będzie wyglądało mieszkanie, gdy obudzi się jutro rano. „Już nie mam na to wpływu. Ale muszę być konsekwentny, bo inaczej Popołudnie się nie opamięta” – pomyślał i zamknął oczy. Wyobraził sobie czyściutkie mieszkanie i radosny Świt, który powita go następnego ranka. „Niech się tak stanie” – cichutko szepnął Poranek i zasnął…

Autor: Ewa Damentka

Przydrożny kamień – 5

Przydrożny kamień przestał liczyć czas. Przestał również rejestrować mijające go konie, wozy, samochody i inne pojazdy… Jeszcze wcześniej przestał zwracać uwagę na przechodzących drogą wędrowców. Ludzie tak szybko przemijają…

Robił jednak wyjątek dla tych, którzy przysiadali na nim, by odpocząć przed dalszą podróżą. Wtedy zwracał uwagę na majestat i długowieczność.

Fascynujące jest to, jak różna jest perspektywa patrzenia i działania dziecka, osoby dorosłej, a także starca.

Dla długowiecznego kamienia starzec może być kimś w rodzaju dziecka.

Chciałoby się zauważyć – perspektywa, perspektywa, perspektywa…

dla Ciebie napisał Adam

Księżyc wyszedł zza chmur – 40

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach.

Była strasznie poważna i dostojna w ruchach. Cała okryta długim czarnym płaszczem z kapturem. Ktoś zrobił jej pewnego dnia psikusa i puścił kolorowe bańki w miejscu, gdzie zwykle przechadzała się samotnie.

Zaskoczona, wybita z rytmu, zdziwiona, rozbawiona, zrzuciła kaptur, rozpięła płaszcz i zaczęła śmiać się głośno, tak jak dawniej.

Autor: Ewa Majewska

Przydrożny kamień – 4

Przydrożny kamień przestał liczyć czas. Przestał również rejestrować mijające go konie, wozy, samochody i inne pojazdy… Jeszcze wcześniej przestał zwracać uwagę na przechodzących drogą wędrowców. Ludzie tak szybko przemijają…

Robił jednak wyjątek dla tych, którzy przysiadali na nim, by odpocząć przed dalszą podróżą. Wtedy obdarzał ich darem akceptacji i nieograniczoności czasu, jakiego sam doświadczał. Idący w dalszą drogę odczuwali więcej spokoju i radości, ale tylko ci, którzy potrafili się naprawdę zatrzymać…

Autor: Ewa Majewska