Mróz malował lodowe kwiaty na szybach. Zaczynał delikatnym rysunkiem. Potem ornamenty stawały się coraz bardziej ozdobne i wkrótce wypełniały całe okno. Jeśli chuchnęło się na szybę, tworzyło się okrągłe jeziorko, mała dziurka, przez którą można wyjrzeć na zewnątrz…
Szalała tam zamieć śnieżna, w samym środku której widać było zarys trzech sylwetek ludzkich. Kobieta i dwoje dzieci opierali się podmuchom zimowej zadymki. Kiedy wydawało się, że nie mają szans z siłą natury, nagle wiatr zmienił kierunek i zaczął wiać im w plecy. Dostali jakby skrzydeł. Rozłożyli ręce i zaczęli biec, niesieni przez niewidzialne ramiona.
Wpadli roześmiani prosto do drewnianego, ogrzanego ogniem kominka, domku, gdzie na uroczystym stole paliły się ozdobne świece, a dobry przyjaciel czekał na nich z kolacją. Uściskali się serdecznie, a on pomógł rozgrzać się dzieciom.
Obok czekały na nich pokoje z przygotowanymi do spania łóżkami, z czystą białą pościelą.
Rano kobietę obudził się zapach świeżo parzonej kawy i beztroski śmiech dzieci. I odtąd tak już było. Jeśli chuchnęło się na szybę, można było zobaczyć, jak tworzyło się okrągłe jeziorko, mała dziurka, przez którą można wyjrzeć na zewnątrz. Tam słońce stopiło sople lodu i wszystko, co miało się stopić.
Autor: Wędrowny Grajek