Polną drogą – 56

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył słońce wyzierające zza chmur i chowające się z powrotem. Po chwili słońce znów wyjrzało i znów się schowało… Wędrowiec przystanął i zaczął obserwować, jak słońce chowa się, wygląda zza chmur i znów się chowa – jakby bawiło się w jakąś grę.

A może jednak się nie bawiło? Do wędrowca zaczęły docierać komendy wydawane przez dwie osoby stojące na różnych pagórkach. Droga, którą szedł, wiodła akurat między nimi.

Wędrowiec wdrapał się na jeden z pagórków. Zobaczył czarodzieja, który wyciągał ręce do góry i krzyczał wielkim głosem:

– Słońce, schowaj się za chmury i siedź tam, aż do końca dnia!!!

– Co robisz – zapytał wędrowiec.

– Każę słońcu, by się schowało – odpowiedział Czarodziej.

– I słucha?

– Jak widzisz

– A po co to robisz?

– Żeby pomóc ludziom w dolinie. Przyda się im trochę cienia.

Wędrowiec podziękował za rozmowę i powędrował na drugi pagórek. Czarodziej, który na nim stał, krzyczał:

– Słońce, wychodź zza chmur i świeć najlepiej jak potrafisz!

– Co robisz – zapytał wędrowiec.

– Każę słońcu, by świeciło i wyszło zza chmur – odpowiedział Czarodziej.

– A po co to robisz?

– Żeby pomóc ludziom w dolinie. Potrzebują światła.

Wędrowiec pomyślał, że chciałby porozmawiać ze słońcem. Ku swojemu zdziwieniu zaczął unosić się do góry i po chwili opadł na małą chmurkę.

– Nie otwieraj oczu, bo jestem dla nich niebezpieczne – powiedziało słońce i dodało – chyba chcesz mnie o coś zapytać?

– Tak – czemu chowasz się za chmury, potem wychodzisz i znowu znikasz za chmurami.

– Bo mnie o to prosicie – odpowiedziało słońce.

– Nie rozumiem

– JESTEM PO TO, ŻEBY WAM SŁUŻYĆ. Wasi czarodzieje są mi potrzebni na dole, bo dzięki nim lepiej wam pomagam. Oni dobrze orientują się w waszych potrzebach.

– Ale przecież przekazują ci sprzeczne polecenia – zaprotestował wędrowiec.

– Ufam im. Nie mogę i nie zamierzam kwestionować ich kompetencji – łagodnie odpowiedziało słońce.

Wędrowiec został delikatnie postawiony na ziemi. Zamyślony, przestał zwracać uwagę na otoczenie – słońce i obydwu czarodziei. Zaczął rozmyślać o swoim życiu, o tym co chce i czego nie chce. Nawet nie zauważył, że czarodzieje zeszli z pagórków i przyglądali mu się z sympatią. Nie zauważył, że dali znak słońcu, by robiło to, co samo uzna za słuszne. Nie zauważył też, że po chwili zniknęli, rozmyli się w powietrzu…, tak jakby ich nigdy tu nie było…

Wędrowiec, rozmyślając, nie zauważył również, że zawrócił i nogi same prowadzą go do domu…

dla Anny-Marii napisała Brzozowa Bajdulka

Mróz malował – 9

Mróz malował lodowe kwiaty na szybach. Zaczynał delikatnym rysunkiem. Potem ornamenty stawały się coraz bardziej ozdobne i wkrótce wypełniały całe okno. Jeśli chuchnęło się na szybę, tworzyło się okrągłe jeziorko, mała dziurka, przez którą można wyjrzeć na zewnątrz – na baśniowy świat, w którym żyli bohaterowie bajek opowiadanych małej dziewczynce przez jej rodziców.

dla Zosi napisała Kokoryczka

Była malutka – 31

Była malutka, a może tak się jej wydawało. Leniwie rozglądała się dookoła, choć dobrze znała tę krainę. Nie pierwszy raz tworzyła się nad nią i płynęła, ocieniając ją przy okazji. Czasem była ciemna i burzowa, a czasem leciutka i bielutka, tak jak teraz.

Biała chmurka rozmyślała o tym wszystkim, leniwie przepływając nad piękną zieloną krainą.

Autor: Jagódka

Mróz malował – 8

Mróz malował lodowe kwiaty na szybach. Zaczynał delikatnym rysunkiem. Potem ornamenty stawały się coraz bardziej ozdobne i wkrótce wypełniały całe okno. Jeśli chuchnęło się na szybę, tworzyło się okrągłe jeziorko, mała dziurka, przez którą można wyjrzeć na zewnątrz i rozmyślać.

Dlaczego śnieg topi się dopiero na wiosnę? Jak ubrać się, by było ciepło? Czy w tym roku wyślę do kogoś tradycyjną kartkę z życzeniami świątecznymi? Wreszcie – na czym polega magia świąt, apetyt na karpia i obcowanie z bliskimi? Ciekawe jest, że o pewnych rzeczach myślimy tylko w określonych porach roku.

Autor: Adam

Ciemność zgęstniała – 56

Ciemność zgęstniała… Pochłonęła wszystkie kolory i całe światło. Na szczęście nie trwało to długo… W najczarniejszych czasach, w najmniej oczekiwanym miejscu, pojawiło się światło. Początkowo było malutkie. Rosło jednak z każdą chwilą, przynosząc nadzieję i ukojenie.

Ponura przeszłość zdawała się być tylko snem. Okazało się, że jest to możliwe, żeby życie zmieniło się na lepsze. Jest tylu ludzi, którzy mogą to potwierdzić. To nie przypadek. Może zdarzyć się każdemu.

Dobre, jasne życie staje się tak samo realne, jak kiedyś jego przeciwieństwo. I nigdy się nie kończy. Może jest czynnikiem wyboru, a może nie warto się nad tym zastanawiać. Tylko cieszyć się nim i pozwolić mu płynąć harmonijnie. Oczekiwać dobrych rzeczy. Być światłem. Akceptować swoją niedoskonałość.

Popatrz na mnie. Brawo ja! O ciemności przypomniałam sobie tylko ze względu na Ciebie. Żyję kolorowo, świadomie i szczęśliwie. Nigdy bym w to nie uwierzyła wtedy. Możesz zamknąć oczy, ale ja nie zniknę – będę powtarzać, że moje życie jest i będzie piękne.

Autor: Wędrowny Grajek

Mróz malował – 7

Mróz malował lodowe kwiaty na szybach. Zaczynał delikatnym rysunkiem. Potem ornamenty stawały się coraz bardziej ozdobne i wkrótce wypełniały całe okno. Jeśli chuchnęło się na szybę, tworzyło się okrągłe jeziorko, mała dziurka, przez którą można wyjrzeć na zewnątrz… Tylko, po co wyglądać na zewnątrz, skoro jest tyle cudów obok i może za chwilę znikną?

Autor: Ewa Majewska

Była malutka – 30

Była malutka, a może tak się jej wydawało. Leniwie rozglądała się dookoła, choć widziała tylko ogrodzenie. Próbowała podskoczyć, by zobaczyć coś więcej…

Raz nawet się udało i zobaczyła Magdę, która stała przy kuchence i mieszała na drugiej patelni pierogi. Skończyła. Wyłączyła pod nimi gaz. Teraz obróciła się do patelni, na której szykowała skwarki. Do tej samej patelni, na której podskakiwała mała, ciekawa świata skwareczka.

Po chwili Magda uznała, że skwarki są gotowe. Polała nimi pierogi, które chwilę wcześniej wyłożyła na wielki półmisek.

Mała skwareczka była zadowolona, bo dostała miejscówkę na samym wierzchu i mogła dokładnie obejrzeć mieszkanie, gdy z półmiskiem pierogów była przenoszona z kuchni do pokoju. Słyszała zachwyty gości i pękała z dumy, bo myślała, że te słowa są przeznaczone właśnie dla niej – malutkiej, rumianej skwareczki.

dla Magdy z Dachu napisała Ewa Damentka

Mróz malował – 6

Mróz malował lodowe kwiaty na szybach. Zaczynał delikatnym rysunkiem. Potem ornamenty stawały się coraz bardziej ozdobne i wkrótce wypełniały całe okno. Jeśli chuchnęło się na szybę, tworzyło się okrągłe jeziorko, mała dziurka, przez którą można wyjrzeć na zewnątrz. Był tam widoczny olbrzymi staw, na którym dzieci uwielbiały się ślizgać i jeździć na łyżwach. Kilkoro dzieci w pobliżu stawu lepiło bałwana. Była tam też jedna bardzo ważna dla mnie dziewczynka. Zgadnij, kto to taki?

dla Zosi napisał Darek

Przy pięknej starej toaletce – 51

Przy pięknej, starej toaletce usiadła młoda dziewczyna. Z szuflady wyjęła jasny, rogowy grzebień i zaczęła rozczesywać swoje gęste, lśniące włosy. Uśmiechała się do swojego odbicia w lustrze, bo jeszcze pamiętała swój poranny sen. Śniła w nim, że była w niebie i śpiewała razem z Aniołami. Unosiła się lekko. Pływała w powietrzu. Była szczęśliwa. Było tak, jak powinno być. Jak zawsze powinno być.

Autor: Duszka

Mróz malował – 5

Mróz malował lodowe kwiaty na szybach. Zaczynał delikatnym rysunkiem. Potem ornamenty stawały się coraz bardziej ozdobne i wkrótce wypełniały całe okno. Jeśli chuchnęło się na szybę, tworzyło się okrągłe jeziorko, mała dziurka, przez którą można wyjrzeć na zewnątrz i w uniesieniu oglądać to, co przyroda nam prezentuje. Jeżeli mamy czas, możemy oglądać spadające śnieżynki, jedna po drugiej. W tym samym czasie możliwe, że wiatr będzie tworzył zaspy. Jeżeli będzie duży mróz, to dym z komina pobliskiego domu będzie wędrował pionowo do góry. Już wcześnie rano, po śnieżnej nocy pojawią się odśnieżone dróżki. Po tych dróżkach chodzą nie tylko ludzie, ale też bardzo chętnie koty. Są dumne z tego, że mogą iść odśnieżoną drogą i wyglądają przy tym, jakby to one same sobie odśnieżyły taki dukt.

Autor: Adam